środa, 29 lutego 2012

Holland collection

Jak zobaczyłam te cudne kolory z kolekcji Holland collection od O.P.I to zapragnęłam mieć je wszystkie! Niestety nie ma tak dobrze. Patrząc na nie od razu czuje powiew zbliżającej się do nas wiosny. To samo tyczy się trendów na wiosnę/lato od O.P.I. Kolory są żywe, soczyste czasem wręcz neonowe. Muszą się uroczo prezentować na pazurkach. Ja w dalszym ciągu oczekuję paczki z moimi opikami Soak-off gel lacquer. Jak tylko przyjdzie zdam Wam relacje ;) Tymczasem po ochach i achach pokażę jak prezentuje się mój tygodniowy(równiutko) manicure hybrydowy O.P.I. Jestem zachwycona! Gdyby nie małe odrosty paznokcie prezentują się jakbym wróciła prosto z salonu. Fakt faktem podczas sprzątania nakładam gumowe rękawiczki bo jak wiadomo jakiekolwiek detergenty w jakimś stopniu powoli niszczą hybrydę. Jestem naprawdę zadowolona! Żadnych odprysków, zatarć no nic. Są w nienaruszonym stanie od tygodnia. Jak tak dalej pójdzie to naprawdę będę nosić pazurki trzy tygodnie. Śmiało i z pełną odpowiedzialnością polecam! :)

Moje tygodniowe paznokietki:

Holland collection:

Spring/summer trends :
Na chwilę obecną najbardziej spodobały mi się neony we wszystkich wydaniach kolorystycznych, jak również odcień pastelowej mięty-Thanks a Windmillion i najciemniejszy z Holland collection-Vampsterdam. By the way chciałabym mieć je wszystkie! :)
A które lakiery drogie Panie chciałybyście mieć w swojej kolekcji? ;)

poniedziałek, 27 lutego 2012

Laugh with me Lee Lee

 Nieczęsto mam tak, że kupując jakiś zapach po kilkakrotnym jego użyciu, odstawiam go na bok. Może zbyt szybko go kupiłam? A może po prostu ostatni flakonik był na wyprzedaży (i to jeszcze z balsamem w zestawie!) i żal było go nie kupić? Ah już sama nie wiem, którą z opcji wybrać by choć trochę stłamsić wyrzuty sumienia, które dopadły mnie po kupnie Laugh with me Lee Lee z Benefita. Kupiłam ją w porze wiosennej jeszcze tamtego roku więc już trochę czasu minęło. Kilka razy ją użyłam i nie wiedzieć dlaczego jakoś za każdym kolejnym psiknięciem przestawała mi się podobać. Wstyd przyznać ale owa woda toaletowa służyła mi jako 'odświeżacz powietrza' do takiego stopnia się do niej zraziłam. Nie mogę powiedzieć, że zapach jest brzydki mnie po prostu po jakimś czasie bardzo znudził i jakoś tak zniechęcił do siebie. Woda toaletowa ma uroczy flakonik i bardzo wdzięczne pudełeczko, w którym znajduje się zestaw. Balsam jak balsam lekko nawilża i zostawia skórę pachnącą przez dosyć długi czas. Według mnie nie jest to zły zapach ale no trzeba się do niego przekonać.

,,Zapach z kolekcji `Crescent Row` (jak słynna brytyjska ulica w angielskim Bath). `Laugh With Me Lee Lee` to radośnie niewinna, świeża kompozycja kwiatowo-drzewna z nutami takimi jak melon, cytrusy, fiołek, lilia, jaśmin, bursztyn i sandałowiec, czyli reprezentacyjnymi zapachami angielskiego ogrodu. Zapach zamknięty w fantazyjnym flakonie, dla którego inspiracją były amerykańskie shakery z lat dwudziestych. A pudełko to niezwykły, oryginalny pokój z własnym stylem, nawiązujący do dziewczyny z nazwy perfum."
                                                                                                       Wizaż.pl
  Nuty zapachowe:
nuta głowy:
liście czarnej porzeczki, melon, cytrusy
nuta serca:
fiołek, lilia, jaśmin
nuta bazy:
bursztyn, sandałowiec, ambra
Poniżej zestaw, który posiadam:
Czytając opis z Wizażu z tymi wszystkimi owocami, kwiatami i wogóle zastanawiam się czy abym ja nie pominęła jakiejś istotnej nuty w tym zapachu ;) Może gdy się ociepli to 'nałoże' ją na siebie i się pogodzimy bo przecież nie od zawsze się nie lubiłyśmy.
 A Wy dziewczyny macie jakieś takie perfumki jak ta moja? :)

sobota, 25 lutego 2012

DIORSHOW

  Dzisiaj dziewczyny pokażę Wam mój numer jeden wśród kosmetyków, których używam. Jest nieodłącznym elementem mojego makijażu. A mowa o mascarze! Nie wyjdę z domu bez jej nałożenia. Obłęd...lecz cóż nic na to nie poradzę. Nie zostałam obdarowana cudnym wachlarzem ciemnych, długich, podkręconych rzęs, dlatego do osiągnięcia choć połowy takiego efektu używam zalotki i mascary Diorshow (jak sama nazwa wskazuje Diora). Muszę przyznać, że jestem naprawdę zadowolona z wyniku jakiego osiągam malując nią rzęsy. Testowałam kilka tuszów z niższych półek, ale niestety albo nie trafiłam na odpowiednie dla mnie albo po prostu moje rzęsy potrzebują bardziej specjalistycznej pomocy. Zatem kosmetyk posiada naprawdę grubą szczotkę. Mi osobiście dobrze się nią maluje, ale każda z Nas ma inaczej osadzone oczy i jednej się uda idealnie pomalować nią rzęsy, a druga się troszkę 'ubabrze' tuszem. Dioshow ma dobrą konsystencję i nie skleja rzęs. Jak dla mnie jest idealny. Maluję dwie warstwy i efekt pogrubienia jest naprawdę widoczny. Zamieszczam zdjęcia bez i z mascarą, żebyście mogły zobaczyć różnicę :)
 
 
 A Wy jakich mascar używacie? ;)
xoxo

środa, 22 lutego 2012

O.P.I i D&G

W salonie O.P.I byłam dopiero dzisiaj i właśnie prosto z niego wracam. Jestem totalnie zadowolona przynajmniej na dzień dzisiejszy bo zobaczymy jak sprawdzi się hybryda za jakieś kilka dni. Atmosfera salonu była tak przyjemna, że nie chciało mi się stamtąd wychodzić ;) Unosił się przemiły zapach zapalonych świec, a pani manicurzystka z chęcią przekazywała tajniki jak mieć piękne paznokcie. Sam zabieg trwał jakieś 50 min. składał się z wypiłowania i przygotowania płytki paznokcia (kształt, zmatowienie) i następnie nałożenia trzech warstw hybrydy (bazy i dwóch kolorowych), a na koniec jednej warstwy nabłyszczacza. Poszłam tam z siostrą, która wybrała jaśniutki kolor Passion, a ja skusiłam się na ciemny Lincoln Park After Dark. Dokładniej mówiąc jest to O.P.I Axxium Soak-off Lacquer  ta 'starsza' wersja hybrydy, ponieważ niedawno wyszła nowa O.P.I GelColor (której tak na marginesie nie polecam po tym jak dowiedziałam się od manicurzystki, że odpada już po kilku dniach). Efekt końcowy jest naprawdę znakomity. Paznokcie wyglądają bardzo naturalnie, schludnie i pięknie się błyszczą(zdjęcia tego nie oddają). Ciekawe jak będą wyglądać za kilka dni? Ponoć efekt ma się utrzymywać aż do 3 tygodni :)




Chcę Wam jeszcze powiedzieć o wodzie toaletowej, którą kupiłam będąc w Szwajcarii.Podczas pobytu w Austrii byliśmy bardzo blisko granicy, więc wybraliśmy się na strefę bezcłową po małe co nieco ;) Zatem jest to perfumka od Dolce&Gabanny, 3 L'imperatrice. Polowałam na nią już w Polsce ale jakoś tak okazji do kupienia nie było, a tam w Szwajcarii dużo taniej wyszła więc nawet się nie zastanawiałam. Zapach słodkawy, ale nie duszący. Owa słodycz dosyć wyczuwalna zatem Paniom preferującym rześkie, orzeźwiające perfumy-nie polecam . Z czasem przybiera delikatnej aury, która mi osobiście bardzo przypadła do gustu.

Kategoria: owocowo-kwiatowy
Nuta głowy:  różowy pieprz, kiwi, rabarbar
Nuta serca: arbuz, cyklamen, jaśmin
Nuta bazy: drzewo cytrusowe, piżmo, drzewo sandałowe
 ,,Dla przykuwającej uwagę i energetycznej L`Imperatrice życie jest filmem, a ona gra w nim główną rolę. Kiedy wchodzi do pokoju wszystkie oczy zwrócone są w kierunku niej.Pełna wigoru i magnetyzmu , emanuje charyzmą i siła charakteru. Soczyste owoce egzotyczne i wyraziste nuty różowych kwiatów prowadzą do piżmowej apetycznej bazy. Twarzą zapachu jest Naomi Campbell."
                                                                                                                         Wizaż.pl

Buźki xoxo

sobota, 18 lutego 2012

Bez tytułu.

Hej dziewczyny :) Ostatnio nie dodawałam żadnych nowych postów ze względów czasowych, brakowało mi czasu na cokolwiek. Dodatkowo jeszcze przez długi okres nie miałam internetu co potęgowało uczucie bezsilności do wstawienia czegokolwiek na blogu. Zatem informuję, że jeśli istnieją pogłoski o rzekomym zaprzestaniu prowadzenia bloga to jest to nieprawda ;) Za niedługo wstawię dłuższego posta o lakierach hybrydowych O.P.I Soak-off (jak tylko paczka z nimi przyjdzie). W poniedziałek idę do salonu O.P.I zrobic sobie manicure żeby podpatrzec jak robią to profesjonalistki ;P Ale doradźcie mi jaki kolor zrobic bo nie mam pomysłu jakoś :) Tak btw ferie spędziłam w Austrii, a jak wróciłam do Polski to tak trochę mi się żal zrobiło jak porównałam sobie warunki jazdy na stoku z tymi, które były tam w Alpach. No ale cóż wszystko w końcu kiedyś się kończy i trzeba wrócic do szarej rzeczywistości. A wy gdzie spędziłyście, bądź spędzacie ferie? :)
                                                                           xoxo

piątek, 6 stycznia 2012

Eye-liner by Sephora once again and Ziaja's body lotion

Hej dziewczyny, pamiętacie jak pisałam o eye-linerze z Sephory, że jest bardzo jasny i jestem z jego zakupu bardzo niezadowolona? Nie wiem jak to się stało ale po dwóch dniach używania on odżył, zmartwychwstał nie wiem jak mogę to inaczej opisaćJest naprawdę rewelacyjny! Już wcześniej pisałam, że jest bardzo trwały, a teraz dodatkowo mega czarny :) Maluję kreskę rano i przez cały dzień mam ją nienaruszoną, a kolor pozostaje wyrazisty. Jego aplikacja jest łatwa i nawet nowicjusze w jego używaniu szybko nauczą się nim malować. 



Chcę Wam jeszcze powiedzieć o balsamie, którego kupiłam ostatnio w markecie z firmy Ziaja. Na pewno niejedna z Was używała jakiegoś kosmetyku z tej polskiej marki. Ja szczególną sympatią darzę żele pod prysznic i balsamy. Zawsze na wakacje używałam serię z masłem kakaowym, która ładnie podkreślała opaleniznę i poprawiała koloryt skóry. Niedawno skończył mi się balsam z Douglasa i znów w me łaski trafiło bardzo ekonomiczne opakowanie Ziaji z masłem kakaowym. Jest przeznaczony do skóry wrażliwej, suchej i normalnej. Ma tłustą konsystencję, ale ładnie się wchłania. Jeżeli preferujecie balsamy o lekkiej, wręcz żelowej konsystencji to nie jest to kosmetyk dla Was. Ten z Douglasa miał lżejszą konsystencję i nie pozostawiał filmu na ciele. Muszę wspomnieć też o cenie. Kupując jedno opakowanie balsamu z Douglasa (300 ml) za tą samą cenę kupimy dwa opakowania z Ziaji (każde po 400 ml) i jeszcze otrzymamy resztę. Ślicznie pachnie, a skóra jest nawilżona, miękka w dotyku i ładnie rozświetlona. 
Czegoż chcieć więcej?


Pozdrowionka! ;)

poniedziałek, 2 stycznia 2012

Mäsaki Matsushima - Paris

Tak jak mówiłam perfumy uwielbiam i ten post również poświęcam mojemu ukochanemu zapachowi czyli Paris od Mäsaki Matsushimy. Jest to drugi zapach, który posiadam od niego. O tym pierwszym też kiedyś napiszę krótką recenzję. Wracając do tematu jest to woda perfumowana i naprawdę długo utrzymuje się na skórze. Moim zdaniem jest to zapach nietypowy. Kiedy pierwszy raz go powąchałam w Sephorze momentalnie się w nim zakochałam. Nie darzę go takim uwielbieniem jak Aqua diGioia ale uwierzcie, że zapach jest rewelacyjny! Ma charakter trochę słodkawy ale nie duszący. Jest lekko orzeźwiający i naprawdę świetnie się go nosi. Jest to zapach raczej na dzień. Z czasem zmienia nuty na skórze. Ma on charakter niesłychanie kobiecy, wręcz luksusowy. Paris od Mäsaki jest eksplozją mieszanki japońskich i amerykańskich zmysłów, które zostały połączone w Paryżu. Jeśli go nie znacie koniecznie odwiedźcie najbliższą Sephorę! (w Douglasie nie ma perfum od Mäsaki). Ja kupiłam go w zestawie z żelem pod prysznic. 

Nuty serca : kobiece kwiaty sakura, róża i magnolia,
nuty bazy to ciepły aromat malin, patchouli, krystalicznego piżma i białego drzewa cedrowego. 

Pozdrowionka dziewczyny! :)






sobota, 31 grudnia 2011

Party time!

   Wczoraj na ostatnią chwilę kupiłam kieckę na Sylwestra i trochę brokatu na oczy w kolorze odpowiadającym mojej spódniczce :)) 


Szampańskiej zabawy i Szczęśliwego Nowego Roku! :*

piątek, 30 grudnia 2011

Perełki z Sephory

Zacznę od tego, że od 27 gru do 31 gru trwa w Sephorze promocja -30% na cały asortyment do makijażu. Ja odwiedziłam ją 28 i oczywiście kupiłam więcej niż zakładałam, no ale przecież nie często zdarza się tak duży rabat, nieprawdaż? Grzechem byłoby nie skorzystać w pełni z makijażowych atrakcji ;)
 Kupiłam matujący podkład w kompakcie Chanel Mat Lumiere (odcień 30-Aurore), lekki puder sypki Lucidity Estee Lauder, jedwabisty róż w odcieniu Peach nuance, błyszczyk do ust Guerlain (odcień 860-Rose florida) oraz eye-liner z Sephory.

Mam cerę mieszaną i niestety w ciągu dnia świeci się moja strefa T, gdy o nią nie zadbam. Używam pudrów zawsze matujących (polecam z Estee Lauder). Po nałożeniu płynnego podkładu matuję twarz pudrem w kompakcie używając pędzla. Dotychczas używałam do zmatowienia cery Estee Lauder AeroMatte (odcień 2C, light medium cool), ale gdy się ostatnio skończył kupiłam jego zamiennik z Chanel. Nie jestem wierna jednemu kosmetykowi, szybciej perfuma mnie zatrzyma na dłużej przy sobie, lubię eksperymentować. AeroMatte był naprawdę dobry, nie tworzył efektu maski tylko ładnie się wtapiał w naturalny odcień skóry. Gorzej z trwałością, przynajmniej u mnie(myślę, że u Pań z cerą nieprzetłuszczającą się dłużej by się trzymał efekt mat) dlatego teraz postawiłam na Chanel. Jestem z niego totalnie zadowolona, jego faktura jest wspaniała jest taki jakby to nazwać miękki i delikatny. Na przykładzie dzisiejszego dnia mogę stwierdzić, że jest mega trwały, długo moja skóra była matowa. Sukces! ;)

                                                              Stary Estee Lauder:



Nowy Chanel:

Moim nowym nabytkiem jest również puder sypki Estee Lauder-Lucidity. Pytałam Pani z Sephory o puder rozświetlający do cery przetłuszczającej się i poleciła właśnie ten. Rzeczywiście ma on w sobie bardzo drobny pyłek brokatowy i lekko rozświetla cerę i co ważne nie da się przesadzić z jego ilością. Jest tak delikatny w fakturze i posiada znikomą ilość brokatu, że w przeciwieństwie do typowych rozświetlaczy nie pozostawi po przecholowaniu jakichś metalicznych smug.

 

 Kolejna rzecz jaką nabyłam to róż. Od dawna chciałam go mieć, a teraz kiedy była taka mega promocja w końcu doczekał się premiery i w mojej kosmetyczce :) Zastąpiłam nim róż Korres, który jakoś tak mi ostatnio nie pasi, wydaje mi się, że jest zbyt różowy. Ale nieważne, ważne jest to, że moje poliki będą teraz nosić Estee Lauder o przepięknym odcieniu o bardzo wdzięcznej nazwie Peach Nuance. Jest super naturalny, właśnie takiego efektu oczekiwałam takich policzków lekko zaróżowionych wpadających w kolor brzoskwinki jakbym co dopiero wróciła z krótkiego spaceru.

Stary róż Korres:

 Nowy Estee Lauder:


Kupiłam również błyszczyk Guerlain w ślicznym kolorze o nazwie Rose Florida. Muszę przyznać, że jest lepszy od tego, którego używałam dotychczas z Chanel, a to dlatego że nie dość, że pięknie błyszczy, nawilża usta, to nie lepi się. Nie wiem czy wiecie o co mi chodzi, w każdym bądź razie z Chanel nie raz miałam taka sytuację, że wychodząc na dwór jeden podmuch wiatru i włosy miałam błyszczykiem sklejone. Nie było to przyjemne uczucie, a ten z Guerlain jest rewelacyjny prawie go nie czuć na ustach nie pozostawia takiej grubej warstwy jaką robił jego poprzednik(nie ma już numerów z włosami). Ładnie się wchłania lecz w dalszym ciągu usta są soczyste i lśniące. ;)

Chanel Levres Scintillantes (odcień146- Coral Love):
 Guerlain (odcień 860-Rose Florida):

Ostatnim i niestety najgorszym zakupem z sephorowego haulu jest eye-liner rodem właśnie z Sephory. Moja przygoda z tego typu kosmetykiem zaczęła się gdy dostałam próbkę(wielkości pełnowymiarowego produktu) podczas zakupów w Douglasie. Był to eye-liner z IsaDory. Byłam mile zaskoczona, że próbka, którą dostałam jest naprawdę świetnym kosmetykiem. Był bardzo dobrze napigmentowany, posiadał wygodną dosyć cienką końcówkę, która umożliwiała wygodną aplikację (forma-flamaster). Jedynym minusem była trwałość; mógłby dłużej wytrzymywać na powiece nierozmazany. I właśnie podczas zakupów w Sephorze spytałam się o ten właśnie eye-liner z IsaDory, po czym Pani powiedziała, że u nich w ogóle nie ma tej firmy i poleciła mi ten nieszczęsny eye-liner z Sephory. Na ręce prezentował się naprawdę w miarę dobrze więc wzięłam go. W domu przetestowałam go na powiece i.. totalna klapa-bardzo ale to bardzo jasny i to największy minus. Trwałość muszę przyznać znakomita trudno mi go domyć dwufazowym płynem do demakijażu, ale co mi z tego jak go prawie, że nie widać. Panie które preferują bardzo jasne odcienie eye-linerów, takie wręcz szarości byłyby zadowolone. Ale ja niestety ubolewam. Będę się dalej czaić aż w końcu znajdę ;)

Poniżej oprócz eye-linera pokazuję jak wygląda błyszczyk na dłoni:

Ogólnie zakupy uważam za udane :)
Pozdrowionka! :*


środa, 28 grudnia 2011

ACQUA di GIOIA

Znowu o perfumach, jednakże często będzie o nich mowa na tym blogu ponieważ uwielbiam flakoniki z cudnymi esencjami, dlatego dziewczyny musicie się przyzwyczaić do mojej małej perfumofobii ;) Ogólnie rzecz biorąc jestem totalnym zapachowcem, w moim domu zawsze musi pachnieć czymś miłym i ja również nie wyjdę z domu bez aury zapachu na sobie. Jak już ostatnio wspomniałam preferuję perfumy świeże, rześkie, wodne, choć czasem i od tego zdarzają się wyjątki i jestem otulona jakimś ulepkiem. Ale nie o tym miał być post, wracając stricte do tematu - zakochałam się w Acgua diGioia od Giorgio Armaniego! Na pewno każda z Was spotkała się z nią, ja jestem w niej po prostu zauroczona. Zapach jest niebanalny, mogłoby się wydawać, że jest to typowy ,,orzeźwiacz" lecz Acqua kryje w sobie nutę rzec można pudrową, która nadaje jej w fazie ,,rozkwitania'' zapachu na skórze słodkawy charakter. Mi osobiście kojarzy się z beztroskimi wakacjami u brzegów tropiku, lazurem, przejrzystością, lekkością, mżawką... Bardzo dobrze się w nim czuję. Używałam już naprawdę wiele perfum, ale ta ma w sobie coś czym mnie naprawdę urzekła. Wstawiam zdjęcie mojego flakoniku, który niestety powoli się kończy :( Esencja godna polecenia.
Ps Byłam dzisiaj w Sephorze, niebawem relacja z szaleństwa -30% na cały asortyment do makijażu <3

Nuty zapachowe:
nuta głowy: cytryna, mięta
nuta serca: jaśmin, różowy pieprz, peonia
nuta bazy: labdanum, drzewo cedrowe, cukier.




A wy dziewczyny co o niej myślicie? :)

wtorek, 27 grudnia 2011

Korres lip butter

Witam Was dziewczyny, dzisiejszy post będzie poświęcony masełkom do ust marki Korres. Osobiście posiadam dwa kolory - Mango oraz Pomegranate. Przed zakupem tych dwóch używałam kolor Quince, ale już dzień po zakupie wiedziałam, że to nie mój kolor. Ale tak to jest jak się robi zakupy na szybko. Zużyłam go i pobiegłam do Sephory po dwa kolejne. Wracając do samego produktu, nie każda z nas lubi ten rodzaj aplikacji (mazianie palcem masełka i nakładanie go na usta), większość uważa to za mało higieniczne, propagując pomadki w sztyfcie. Ja osobiście lubię tego typu mazidła, i wdzięczne pudełeczka, w których są zamknięte. Konsystencja masełka jest dość gęsta, zatem już cienka warstwa dobrze chroni nasze usta przed niekorzystnymi czynnikami pogodowymi - mrozem, bądź upałem. Muszę tu dodać, że nie wiedzieć dlaczego balsam o zapachu Mango jest dużo bardziej gęsty od Pomegranate, który jest ,,zbity". Nie wiem czy to wina producenta w każdym bądź razie zwróciłam na to uwagę. Zapach wydawać by się mogło nie należy do przyjemnych jest raczej nijaki wręcz ziemisty. Ale przecież ważna jest ochrona! ;) Wielkim plusem jest jego wydajność. Jedno opakowanie 6g używane kilka razy dziennie, codziennie starcza spokojnie na pół roku. Ogólnie dobry produkt, ale nie omieszkam się w przyszłości poszukać jakichś innych masełek ;) Pozdrowionka!

poniedziałek, 26 grudnia 2011

Zestaw Dior Addict 2

Hej dziewczyny, dzisiaj chcę Wam pokazać mój nowy nabytek z Sephory. Skusiłam się na niego ze względu na opłacalność całego zestawu. Mówię tu o boskim, ,,trzyczęściowym" zestawie Diora, a dokładniej zapachu Addict 2. W środku pudełeczka najpierw znalazłam czarną, bardzo wdzięczną kosmetyczkę Dior, a w niej dwa opatulone cudeńka-wodę toaletową oraz balsam ze złocistymi drobinkami. Przechodząc stricte do samego zapachu jest to woda dosyć ,,lekka". Ogólnie rzecz biorąc jestem zwolenniczką świeżych nut, nie przepadam za perfumowymi ulepkami. Poniżej przedstawiam opis, który znalazłam na Wizaż.pl :

,,Nowa interpretacja zmysłowej energii perfum Dior Addict. Doświadczenie delikatnej zmysłowości, zarówno swieżej i lekkiej, jak i promieniującej kobiecością... Zapach delikatnie zmysłowy i świetlisty. Zamknięty w klasycznym flakonie w kolorze landrynkowego różu.
Zapach owocowo-kwiatowy dla odważnych dziewczyn, w którego skład wchodzą: grejpfrut, bergamotka, frezja i drzewo sandałowe.''


Nuty zapachowe:
nuta głowy: bergamotka, grejpfrut, pomarańcza, ananas, wodny melon
nuta serca: kwiat lotosu, gardenia, frezja, konwalia
nuta bazy: drzewo sandałowe, piżmo



Jeśli chodzi o moją opinię woda jest bardzo przyjemna w ,,noszeniu" zarówno na chłodne dni oraz jak śmie  przypuszczać na letnie również. Nie jest w żadnym wypadku dusząca, więc zwolenniczki typowych dusicieli byłyby niepocieszone. Posunę się wręcz do stwierdzenia że jest to perfuma przeznaczona dla młodych kobiet. Osobiście polecam i jeśli któraś z Was nie zna jeszcze Addict'a to zachęcam do odwiedzenia najbliższej perfumerii.

piątek, 19 sierpnia 2011

Paznokcie-lakiery O.P.I

Ten post poświęcam lakierom O.P.I , jest to firma liderowa na rynku kosmetyków pielęgnacyjnych do paznokci. Produkuje ona różnego rodzaju scruby, maseczki, balsamy do rąk oraz żele, akryle i lakiery hybrydowe z lini soak-off na paznokcie. O.P.I charakteryzuje szeroka gama kolorów i wiele edycji limitowanych do niektórych filmów, miejsc, bądź zaprojektowanych przez znanych ludzi typu Kate Parry bądź tenisistkę światowej sławy Serene Williams. Osobiście bardzo polecam tą firmę z uwagi na wytrzymałość produktu i ważny fakt- nie niszczy paznokci ponieważ nie zawiera szkodliwych substancji zawartych w lakierach z niższej półki. Naprawdę jeszcze raz polecam do zakupu!
Na zdjęciach malutka kolekcja naszych lakierów O.P.I z jednym lakierem black shatter z kolekcji lakierów pekających (kiedyś zamieścimy zdjęcie jak wygląda na paznokciach)  ;))  xoxo